W okolicach drugiej strony

Kołysanka dla mordercy - Mariusz Czubaj

Kiedy zaczynamy lekturę „Kołysanki dla mordercy” Mariusza Czubaja i kartkujemy pierwsze strony, to na jednej z nich odnajdujemy motto powieści. Oczywiście jest to motto muzyczne, co stałych czytelników Czubaja zupełnie nie dziwi. Autor bowiem lubi w swoje opowieści wplatać wątki muzyczne. Tym razem przytacza tekst piosenki The Cure „Lullaby”, który idealnie oddaje klimat historii z „Kołysanki dla mordercy”. Tekst utworu opowiada o człowieku-pająku przychodzącym nocą i siejącym strach. Człowiek-pająk wciąż jest nienasycony, wciąż pożerający. To cudowna metafora, która dla każdego może znaczyć co innego: powracający koszmar, złe doświadczenia, cierpienie. Ale dla każdego wiąże się z lękiem, powtarzalnością, a nade wszystko z niemożnością uwolnienia się. To zniewolenie unosi się jak fatum nad niektórymi bohaterami „Kołysanki…”. Dodatkowo pokazuje jak ciężko uwolnić się od przeszłości, jak ogromny ma ona wpływ na teraźniejszość oraz, że niektóre próby poradzenia sobie z traumą mogą mieć kolejne katastrofalne skutki.

 

Kim, bądź czym, jest człowiek-pająk dla Heinza? Bo, że ma on swojego upiora, świadczy fakt, iż na pierwszych stronach spotykamy go borykającego się z depresją. W snach komisarza wciąż powraca Inkwizytor. To morderca opętany chorą misją, który niemal spalił Heinza żywcem. Aczkolwiek wolno nam podejrzewać, że przyczyny złej kondycji psychicznej katowickiego komisarza są znacznie głębsze. Możliwość śledzenia sposobu budowania tej postaci przez Czubaja jest niezwykle frapująca. „Detektyw z nieułożonym życiem osobistym” w przypadku Czubajowego Heinza zupełnie nie brzmi jak wyświechtana fraza, którą często można się posługiwać, mówiąc o cechach czarnego kryminału. Heinz ze swoim bagażem emocjonalno-psychicznym jest do bólu prawdziwy i przekonywujący. Poniekąd wpływ na jego stan psychiczny ma także praca, którą wykonuje. Ciągłe oscylowanie w okolicach drugiej strony, czyli śmierci, nikogo nie napawałoby życiowym optymizmem. Heinz ma świadomość bezsensu w jego fundamentalnym znaczeniu, czego wyraz daje w końcowych partiach powieści, kiedy nie wytrzymuje i wykrzykuje do mordercy, iż śmierć, cierpienie i ból nie mają żadnego sensu. Nie uszlachetniają, a człowiek cierpiący nie jest wcale lepszy, ani bardziej myślący. Natomiast ból rodzi tylko inny ból. Tak krzyczeć może tylko człowiek cierpiący, a taki jest właśnie Heinz. To naprawdę mocny fragment, który poruszył mnie do głębi. A jak Heinz radzi sobie z bólem. Przede wszystkim pije, ale tymczasowym remedium na Heinzowy ból istnienia są także kolejne śledztwa, które odrywają go od myślenia tylko o sobie, choć jednocześnie sprawiają, że coraz bardziej zanurza się w ciemnej stronie życia i jej bezsensowności.

 

Głównym śledztwem, które Heinz prowadzi w „Kołysance dla mordercy” jest sprawa tajemniczego zabójcy bezdomnych, który pozbawia ich życia za pomocą zastrzyku z benzyny, a na koniec ucina im dłonie. Ów morderca także ma swojego człowieka-pająka, o którym śpiewa wokalista The Cure. W konstrukcji tej postaci obserwujemy, jak traumatyczna przeszłość oddziałuje na teraźniejszość. Kiedy swego czasu pisałam recenzję jednej z książek Jo Nesbo, zauważyłam, że autor humanizuje swoich morderców. W przypadku Czubajowej „Kołysanki…” mamy do czynienia z czymś podobnym. Rozmowa Heizna z mordercą sprawia, że być może nie akceptujemy tego, co zrobił, ale nie patrzymy na niego jak na niepoczytalnego świra i żądną mordu bestię. To człowiek o smutnej historii, która pchnęła go do najgorszych czynów. Czytając, nie pochwalamy ich, ale rozumiemy, dlaczego jego życie potoczyło się właśnie tak, a nie inaczej. Morderca okazuje się postacią tragiczną, której niemal prawie współczujemy.

 

Inną postacią, której lęki nie pozwalają normalnie funkcjonować, jest Gotycka Jolka, jak Heinz nazywa pewną warszawską policjantkę. Kobieta umiera i fakt ten wprowadza do Czubajowej historii kolejny temat. Jest to temat umierania oraz relacji z osobą umierającą. To także kolejny powód kiepskiej kondycji Heinza, który w chorobie Gotyckiej Jolki widzi bezsens śmierci i cierpienia. Przejmujące są momenty, kiedy obydwoje bohaterów rozmawia ze sobą, a także refleksje Heinza, jak ma się zachować, co odpisać na sms, jak się żegnać, skoro to może być ostatnie pożegnanie.

 

Inne tematy poruszone przez Czubaja w „Kołysance dla mordercy” to: międzypokoleniowa relacja (dziadek-ojciec-syn), zbrodnia o podłożu miłosnym, praca policjantów, która nie zawsze przebiega zgodnie z paragrafami. „Kołysanka dla mordercy” jest nieco mroczniejsza od „21:37”, a to głównie za sprawą Heinza, któremu jeszcze więcej się przyglądamy i który ma coraz bardziej pesymistyczny stosunek do świata. Ponadto nie jest to tylko kryminał, lecz głębsza historia, do której zgłębienia jak najbardziej zachęcam.