Za kulisami historii

Był Pan w Smoleńsku, kapitanie? - Philip Kerr, Jolanta Kiełbas

Podręczniki do historii przedstawiają przeszłość w perspektywie makro, co oznacza, że czytamy w nich głównie o wydarzeniach historycznych z punktu widzenia zbiorowości, przywódców i postaci, które się w niej czymś istotnym odznaczyły. Zwykły, szary człowiek jest wciągany w tryby historii i jego życie w skali makro często okazuje się mało istotne. Nikt o nim nie pamięta i on jako jednostka zwykle nie ma większego wpływu na dzieje historyczne. Ale wielkie i przełomowe wydarzenia historyczne, takie jak na przykład wojna, mają ogromny wpływ na życie człowieka jako jednostki. Bywa że diametralnie zmieniają jej los, a w skrajnych wypadkach to życie również zabierają. Wojna niszczy relacje, zezwierzęca, budzi najgorsze instynkty. To na człowieku jako jednostce skupiają się skutki wszelkich zawieruch wojennych i działań przywódców dzierżących w swych rękach władzę i militarne siły. Podręczniki do historii zwykle o tym milczą, ale literatura i szeroko pojęta sztuka wielokrotnie zabiera na ten temat głos. W tym miejscu warto przypomnieć trochę zapomnianą powieść Józefa Wittlina zatytułowaną „Sól ziemi”, opowiadającą o zwykłym człowieku rzuconym w tryby działań wojennych. Powieść ukazała się w 1936 roku i w roku 1939 była wymieniana jako jedna z propozycji do literackiej Nagrody Nobla. „Sól ziemi” opowiada o losach Piotra Niewadomskiego – nazwisko jak najbardziej znaczące – który został wcielony do wojska w czasie I wojny światowej. Jego historia stała się dla Wittlina pretekstem do ukazania wpływu wojny na zwykłego, szeregowego żołnierza. Powieść niepozbawiona jest również wątków pacyfistycznych i krytyki wszelkich działań wojennych. Ale dlaczego o niej wspominam? Przypomniała mi o niej lektura powieści Philipa Kerra: „Był pan w Smoleńsku, kapitanie?”. To także opowieść o zakulisowych wydarzeniach historycznych, w której przyglądamy się losom indywidualnych ludzi, zwykle skrytych za kotarą wielkiej historii. Chociaż nie zabraknie tutaj również i znanych postaci historycznych. Ponadto Kerr popuszcza wodze fantazji i spekuluje na temat wydarzeń, które mogły mieć miejsce. A pieprzu wszystkiemu dodaje fakt, że opowieść snuta jest w stylistyce noir.

 

Autorzy czarnych kryminałów z chęcią eksplorowali przestrzenie miejskie z myślą, że nie ma nic mroczniejszego od miejskich zakamarków i podrzędnych spelunek, w którym spotyka się świat przestępczy. Miasto było miejscem, w którym czaiło się zło i potencjalna zbrodnia. Tymczasem Philip Kerr poszedł o krok dalej. Umiejscawiając akcję w czasie II wojny światowej, stworzył idealne tło dla rozegrania się opowieści w stylistyce noir. I miał rację. Nikt przecież nie zaprzeczy, że wojenna rzeczywistość sprzyja zbrodni, nie tylko na wielką skalę.

 

Oczywiście nie ma dobrego czarnego kryminału bez wiarygodnego, krwistego bohatera-detektywa. To on jest osią całego dzieła literackiego. Często wypowiada się w pierwszej osobie, a jego refleksje i obserwacje bywają zwykle bardziej frapujące, niż kryminalna intryga. W „Był pan w Smoleńsku, kapitanie?” taką postacią jest Bernie Gunther, były niemiecki policjant, który w czasie wojny również stara się wykonywać pracę śledczego, co w zmienionych, wojennych warunkach nie jest zadaniem łatwym. Dodatkowo nasz bohater jest mistrzem ciętych ripost oraz wielbicielem pięknych kobiet, wokół których z upodobaniem eksponuje swoją elokwencję ujawniającą się w dialogach będących popisem flirtu w starym stylu.

 

Tłem akcji, a zarazem pretekstem do rozwinięcia fabuły, jest zbrodnia katyńska. Chociaż mamy tu także napomnienia dotyczące hiszpańskiej wojny domowej i eksperymentów na ludziach. Dodatkowo wojenna zawierucha sprawia, że realia powieści to świat, w którym wszelkie wartości legły w gruzach, śmierć i mord jest na porządku dziennym, więc jedno zabójstwo więcej czy mniej wcale nie robi różnicy – jak zdaje się myśleć Bernie Gunther. Niektórzy bohaterowie, w tym nasz detektyw, próbują jednak zachować choć szczątki człowieczeństwa, szukając oparcia i prawdy w jakimś sensownym działaniu. Dla Gunthera jest to praca śledcza, a dla Ines – patolożki, która przybyła do Smoleńska wraz z całą grupą patologów w celu przeprowadzenia autopsji ofiar masowego grobu – jest właśnie praca w charakterze lekarza sądowego. Ironii wszystkiemu dodaje wybór pory roku, w której rozgrywa się akcja. Jest nią wiosna, kiedy świat i przyroda budzi się do życia. Tymczasem w Smoleńsku bardziej czuć morowe powietrze, niż wiosenny powiew nadziei. Znamienna jest również postawa niektórych Niemców wobec sytuacji, której z naturalnych powodów stali się częścią. Wielu z nich nienawidzi Hitlera i jego polityki, ale tkwi w tym systemie obozów koncentracyjnych oraz powszechnej śmierci. Okazuje się również, że będąc Niemcem również należy liczyć się z możliwością zadania śmierci ze strony własnego rodaka. Powieść Kerra to zarazem lekka mistyfikacja rozumiana jako tworzenie prawdopodobnej wersji zdarzeń, ale też realistyczny obraz rzeczywistości wojennej, namalowany w różnych kolorach i odcieniach.

 

Na koniec kilka słów o tym, kto najbardziej będzie usatysfakcjonowany lekturą powieści Philipa Kerra. Myślę, że książka ta najbardziej trafi do czytelników z upodobaniem smakujących powieści retro oraz kryminały w stylu noir. Kerr ma znakomitą świadomość konwencjonalnych klisz, które umiejętnie stosuje, a czytelnik wielbiący czarny kryminał z pewnością je odnajdzie i będzie miał z tego samą przyjemność. Jako że sama się do takich czytelników zaliczam, powieść Philipa Kerra serdecznie polecam.