Tajemnica Wyspy Ptaków

Pustułka - Katarzyna Berenika Miszczuk

Wielokrotnie już o tym wspominałam, że bardziej gustuję w kryminałach, których proweniencji należy upatrywać w nurcie noir, niż w klasycznej zagadce spod znaku Agathy Christie. Nie oznacza to jednak, że nie doceniam wkładu angielskiej pisarki w historię gatunku oraz rozrywkowych walorów jej powieści. Z tego względu równie chętnie przyglądam się jej kontynuatorom oraz twórcom nawiązującym i wykorzystującym motywy z rekwizytorium matki powieści kryminalnej. Zwłaszcza, że przypuszczam, iż z technicznego punktu widzenia klasyczny kryminał, w którym zagadka pełni funkcję nadrzędną, pisze się trudniej, niż kryminał, w którym pierwsze skrzypce grają na przykład aspekty psychologiczne, czy społeczne. Autor sięgający po pióro – choć bardziej adekwatnie należałoby rzec: rozkładający palce nad klawiaturą – w celu stworzenia klasycznego kryminału, ma nie lada orzech do rozgryzienia. Jak tu, posługując się ogranymi motywami, zaskoczyć czytelnika, który już nie jedno widział? Jak sprawić, aby inne elementy fabuły nie zdominowały zagadki? Jak poprowadzić intrygę, aby zaciekawiała czytelnika w trakcie, a na końcu pozostawiała go z uczuciem nie zmarnowanego czasu? Takie pytania być może kłębią mu się w głowie. I na ogromny szacunek zasługuje autor, który z walki z powyższymi dylematami wychodzi obronną ręką. Do grona zwycięzców z większością powyższych dylematów z pewnością można zaliczyć również Katarzynę Berenikę Miszczuk, której kryminalny debiut zatytułowany „Pustułka” jest jednocześnie nawiązaniem do kryminału z czasów jego Złotego Wieku, jak i powieścią osadzoną współcześnie.

 

Katarzyna Miszczuk, zanim zadebiutowała kryminalnie, miała już na swoim koncie kilka powieści, w tym pierwszą („Wilk”) napisaną w wieku zaledwie piętnastu lat! Skutkuje to tym, że w trakcie lektury czytelnik czuje opanowanie warsztatu oraz logikę w konstruowaniu fabuły, która niezbędna jest zwłaszcza przy kryminale. Autor kryminału po prostu musi myśleć logicznie. Rzut oka na tytuły oraz gatunki, w których autorka już się realizowała, daje także zrozumienie faktu, dlaczego tak świetnie radzi sobie nie tylko z budowaniem napięcia, ale także tworzeniem klimatu grozy oraz z kreowaniem szaleństwa. W jej dorobku odnajdziemy bowiem powieść grozy („Druga szansa”), której akcja dodatkowo toczy się w szpitalu psychiatrycznym. Reasumując, „Pustułka” jest kryminalnym debiutem, ale dobrze podbudowanym pisarskim doświadczeniem.

 

Moją recenzję nie przypadkowo zatytułowałam: „Tajemnica Wyspy Ptaków”. Po części jest to jasny znak, w którym kierunku poszła autorka „Pustułki” (oczywiście w kierunku Agathy Christie), a po części tytuł ten idealnie oddaję atmosferę wyspy, na której osadziła akcję. Poza tym odzwierciedla wyeksponowanie zagadki, która w utworze jest najważniejsza. Ale oprócz przeniesienia punktu ciężkości z takich elementów świata przedstawionego jak bohaterowie, ich charakterystyka, fabuła, na zagadkę, Katarzynę Miszczuk z Agathą Christie łączy coś jeszcze. Jest to motyw zamkniętej przestrzeni, który ostatnio w polskich kryminałach pojawia się coraz częściej (Joanna Szwechłowicz: „Ostatnia wola”, Katarzyna Kwiatkowska: „Zbrodnia w szkarłacie”). Ostatnio także miałam okazję zaobserwować jego realizację w filmie („Ultimatum” Stevena S. Monroe’a). Abstrahując jednak od tego: oto na greckiej wyspie, należącej do rodu Spyropoulosów, zostaje zamkniętych jedenaście osób, a kolejne morderstwa tylko potwierdzają początkowe przypuszczenie, że jest wśród nich morderca. Czy będzie to nestor rodu, który nieoczekiwanie dowiaduje się, że jego kochanka będzie miała dziecko? Czy jego zazdrosna i cierpiąca na chorobę alkoholową żona? A może chory psychicznie syn, który odstawił tabletki? Wybór jest trudny, ponieważ w miarę rozwijania się akcji na wierzch wychodzą nie tylko rodzinne sekrety, ale również mroczne sprawy każdego z bohaterów. Zaczynamy podejrzewać każdego, bo każdy ma motyw. Wracając jednak do zastosowania chwytu z zamkniętą przestrzenią, należy zauważyć, że Katarzyna Miszczuk miała trochę trudniej niż jej retrokryminalne koleżanki. Umiejscawiając akcję współcześnie, musiała obejść masę dodatkowych szczegółów, aby uwiarygodnić faktyczne odcięcie wyspy od reszty świata: internet, telefony komórkowe, satelitarne, a także monitoring. Powiem tylko, że obchodzi je bardzo zręcznie. Atmosferę odcięcia potęguje także szalejący sztorm i nitki błyskawic co jakiś czas przeszywające granatowe niebo. Robi się klaustrofobicznie, nieprzyjemnie i wieje grozą, którą wzmagają nie tylko okoliczności pogodowe, ale także stopniowo ujawniane mroki mocno skrywane w duszy przez każdego z bohaterów. Nie bez znaczenia dla atmosfery – i fabuły – są również latające nad wyspą i wypełniające ją swoim trelem, pustułki. Na pochwałę zasługuje również to, że autorka dokładnie zadbała o wiarygodność opowiadanej historii nie tylko dopieszczając każdy niuans, który mógłby budzić wątpliwość, ale także wiarygodnie opisując procesy pośmiertne zachodzące w ciele ludzkim. Nic dziwnego skoro zasięgała na ten temat fachowej porady, o czym wspomina w podziękowaniach.

 

Na koniec kilka słów na temat samej intrygi. Oczywiście mamy stopniowo uwalniane napięcie, bohaterów, z których każdy ma powód, aby zabić, idealne wykorzystanie motywu zamkniętego pokoju, ale finał intrygi dla czytelników oczytanych w kryminałach spod znaku Christie może okazać się przewidywalny. W finale zabrakło po prostu mocnego twista, który czytającego wbiłby w fotel. Przewidując zakończenie, bardzo liczyłam na to, że autorka jednak utrze mi nosa, pokazując, że mordercą jest zupełnie ktoś inny.

 

Niemniej całość prezentuje się bardzo zgrabnie, logicznie, konsekwentnie i zrównoważenie, co świadczy o panowaniu nad pisanym tekstem. „Pustułkę” odkładam na półkę z myślą, że oto mam kolejną ulubioną autorkę kryminałów, jednocześnie licząc na to, że następna kryminalna odsłona Katarzyny Bereniki Miszczuk nie tylko zachwyci mnie precyzją, ale rozwiązaniem zagadki mocno wbije w fotel.