"Z upodobaniem wyrzucam to co napisałam" - wywiad z Joanną Szwechłowicz

Sama o sobie mówi, że odnalazłaby się idealnie w zawodzie wykreślacza i kasowacza - o ile istniałyby takie profesje. Z upodobaniem wykreśla napisane fragmenty i wprowadza zmiany. Stąd jej książki są krótkie, ale jednocześnie odzwierciedlają jedno z wielu zdań, które na temat kryminałów miała Agatha Christie - powieść kryminalna powinna liczyć nie więcej niż dwieście stron. Joanna Szwechłowicz - autorka "Tajemnicy szkoły dla panien" i "Ostatniej woli" - zdradza także swoje upodobania literackie oraz szczegóły swojej najnowszej książki.

 

 

Ma Pani na swoim koncie dwie powieści, których akcja rozgrywa się w przeszłości. Co Panią skłoniło do osadzenia akcji właśnie w przeszłości?

 

Przede wszystkim sympatia do międzywojnia (oczywiście w wersji wyidealizowanej, literacko-kinowej). Jestem wielbicielką okresu od epoki napoleońskiej do drugiej wojny i uważam, że to najciekawszy czas w historii Europy. W tym także kultury polskiej, mimo zaborów. Jest to opinia całkowicie subiektywna, ale bardzo jestem do niej przywiązana. A jeśli fakty historyczne świadczą o czymś innym, to tym gorzej dla faktów, jak mawiał klasyk ;).

 

Czy współczesność wydaje się Pani mniej ciekawa?

 

Nie. Tylko trochę trudniej ją idealizować. Zwłaszcza mieszkając w Warszawie. Ale ostatnio rozmyślam nad kryminałem, którego akcja toczyłaby się współcześnie, w małym miasteczku. Miałam w czasie wakacji okazję śledzenia poczynań pewnego burmistrza, który przy pomocy wszystkich możliwych środków pozbywa się przeciwników politycznych i obsadza stanowiska „swoimi”. Bardzo sprawnie to robi, warszawscy politycy mogliby się uczyć. Jest to świetny materiał na kryminał, więc może się skuszę i ktoś podobny do pana burmistrza zostanie czarnym charakterem w mojej powieści. Albo nieboszczykiem, zgładzonym widowiskowo przez zdesperowanych podwładnych, którzy tylko w morderstwie widzieli szansę na pozbycie się lokalnego watażki. Albo nawet jednym i drugim.

 

Gdyby mogła Pani wybrać epokę, w której chciałaby Pani żyć, to co to byłaby za epoka?

 

Kiedy zadajemy sobie takie pytania, zwykle zdaje nam się, że w owej wybranej epoce bylibyśmy władcami albo przynajmniej szlachtą w trzecim pokoleniu. Statystycznie najprawdopodobniej trafiłby nam się jednak los włościanina spod Radomia lub chłopa pańszczyźnianego w majątku Radziwiłłów. Dlatego współczesność wydaje się bezpieczniejszą opcją. Gdybym jednak mogła wybrać czas, miejsce i pozycję społeczną, to z miłą chęcią zostałabym przełożoną angielskiej szkoły dla panien w połowie XIX wieku lub członkinią PPS w zaborze austriackim studiującą na UJ, który dopiero zaczynał przyjmować kobiety w poczet studentów. Nie mam wątpliwości, że wybrałabym wiek XIX lub początek XX. Oczywiście, tej wymyślonej „sobie” oszczędziłabym świadomości, że niedługo wybuchnie I wojna światowa. I że po pierwszej będzie druga. Być może problem rozwiązałaby emigracja do Argentyny, rzutem na taśmę, latem 1914 roku.

 

Jakie trudności stoją przed pisarzem, który zamierza napisać kryminał retro?

 

Zdaje się, że przede wszystkim kwestia zachowania proporcji. Z jednej strony, aby nie przesadzić z opisami oraz „wprowadzaniem atmosfery” określonej epoki i przedstawić mimo wszystko ciekawe postaci oraz intrygę. Z drugiej – żeby jednak coś z tej „dawności” zostało i żeby książka nie była historią typu „zabili go i uciekł”. Tyle, że w dekoracjach retro.

 

Co Pani sprawiło największą trudność?

 

Dotrzymanie terminu odesłania książki do wydawnictwa :). Mam kłopotliwą tendencję do ciągłego wprowadzania zmian w tekście.

 

A co było najłatwiejsze i najprzyjemniejsze?

 

Kreślenie. Moje książki są dość krótkie, bo z upodobaniem wyrzucam to co napisałam. Gdyby istniała profesja zawodowego wykreślacza i kasowacza, to odnalazłabym się w niej doskonale. Jeśli zaś chodzi o sam świat przedstawiony, mogę wymienić stworzenie postaci Wirydianny (niewielki problem, bo mamy cechy wspólne) i Basi. Tu wyzwanie też było niewielkie, ponieważ w tym wieku byłam podobna do niej, choć szczęśliwie miałam znacznie lepszą sytuację rodzinną.

 

„Ostatnia wola” to kryminał, w którym zastosowała Pani motyw „zamkniętego pokoju”. Aluzja do twórczości Agathy Christie jest bardzo czytelna. Jakich autorów oprócz Agathy Christie jeszcze Pani ceni i za co?

 

Cenię bardzo wielu autorów za bardzo wiele rzeczy ;). Z polskich „kryminalistów” na przykład Marcina Wrońskiego - podziwiam łączenie realiów historycznych oraz intrygi. Cenię panią Lackberg za talenty marketingowe, bo to też pewna umiejętność: sprzedać tak wiele egzemplarzy książek pisanych językiem czwórkowej gimnazjalistki. Jak widać, za różne rzeczy można cenić :). Oczywiście, czytam wiele pozakryminalnych tekstów. Bardzo chętnie - choć trudno powiedzieć, że z przyjemnością, bo to niezbyt rozrywkowa lektura - poznaję ostatnio reportaże Swietłany Aleksijewicz.

 

Czy myśli Pani czasem o tym, aby napisać czarny kryminał, albo coś zupełnie nie kryminalnego, na przykład romans?

 

Romansu nigdy, bo romanse mnie śmieszą nieodparcie. Zdecydowanie jestem na to zbyt mało sentymentalna. Ale chciałabym napisać powieść historyczną o... Elizie Orzeszkowej. Poważnie. Uważam, że ta postać zasługuje na „odkurzenie”. Nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby ktoś napisał taką powieść za mnie. Ale ponieważ nikt się nie kwapi...

 

O czym będzie Pani kolejna książka?

 

O śledztwie w sprawie zaginionego proboszcza. Akcja toczy się przede wszystkim w pewnym podejrzanym uzdrowiskowym pensjonacie, ale także w Poznaniu. Tym razem więc zamiast przebywać w zamkniętej przestrzeni, trochę pozwiedzamy Drugą Rzeczpospolitą.

 

I na koniec: czy postać podobna do Wirydianny Korzyckiej pojawi się jeszcze kiedyś w Pani książkach? :D

 

W sposób nieunikniony. Sama Wirydianna raczej nie zmartwychwstanie, ale dyżurny złośliwiec musi być. W mojej kolejnej powieści będzie nosił habit zakonny i głosił wyższość wielkich nieżywych malarzy nad banalnymi żywymi bliźnimi.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

 

Joanna Szwechłowicz - absolwentka MISH, z wykształcenia polonistka i socjolog.Prowadziła na UW zajęcia z komparatystyki, analizy porównawczej tekstów literackich oraz na temat mediów elektronicznych. W 2014 roku ukazał się jej świetnie przyjęty debiut „Tajemnica szkoły dla panien”. Mieszka w Warszawie.