"Kryminał, to zabawa literacka" - wywiad z Pawłem Szlachetko

Starszym czytelnikom osoba Pawła Szlachetko powinna być znana za sprawą słuchowisk radiowych, które pisarz tworzył dla Polskiego Radia w latach 1985–1994. Mowa o "Teatrzyku Zielone Oko". Wiele słuchowisk można obecnie odsłuchać w Internecie - do czego zachęcam - natomiast z najnowszą twórczością Pawła Szlachetko można się zapoznać sięgając po lekturę jego ostatniej książki zatytułowanej "Adwokat spraw ostatnich". W wywiadzie autor opowiada m. in. o swojej najnowszej powieści, najbliższych planach literackich oraz o tym, jak wygląda praca nad słuchowiskiem radiowym.

 

 

Lubi Pan przekraczać granice?

 

Jeśli chodzi o międzynarodowe, owszem – dużo podróżuję po świecie. Przekraczania granic dobrego smaku – unikam. Jeśli zaś chodzi o granice literackie, bo o nie pewnie Pani pyta… Czy literatura w ogóle ma jakiekolwiek granice? Uważam, że w literaturze, zwłaszcza kryminalnej, nic nie powinno mnie ograniczać, prócz obowiązku dostarczenia czytelnikowi dobrej rozrywki. Napisałem „rozrywki”, gdyż ostatnimi czasy nasza literatura kryminalna, nie wiedzieć czemu, zaczyna mieć ambicje stania się społeczno-kryminalną. W efekcie zagadka kryminalna zostaje sprowadzona do roli ozdobnika, albo szeleszczącego papierka, w który „zawija” się dyskusję na poważne tematy. Tak więc obecnie (według mnie) polski kryminał (nawiązując do Pani „granic”) nieco przekracza granice, które sytuują go na pograniczu powieści społeczno-obyczajowej i psychologicznej, gdzie najmniej chodzi o zagadkę kryminalną. Szkoda.

 

Pytam, bo w ostatniej książce, zatytułowanej „Adwokat spraw ostatnich”, przekroczył Pan granice kryminału, łącząc różne konwencje oraz wprowadzając elementy fantastyki. Skąd wziął się taki pomysł?

 

Przepraszam, ale nie wprowadziłem żadnych elementów fantastyki. Użycie cytatów z książek, które napisano ponad 40 lat temu było jedynie zabawą literacką, dla tych, którzy są „wtajemniczeni”. I to moja jedyna przewina. Opisy innych światów, urządzeń czy też oprogramowań, które owe światy kreują są dziś coraz powszechniej używane. Więc nie opisuję czegoś, co może kiedyś będzie dostępne rodzajowi ludzkiemu. Nie oferuję lotu do gwiazd, a jedynie posługuję się elementami technicznej rzeczywistości, która jest dostępna każdemu, kto interesuje się takimi nowinkami.

 

Wielu czytelników niechętnie podchodzi do elementów fantastyki w kryminale. A co Pan, jako autor i czytelnik, o tym sądzi?

 

Nie bardzo potrafię odpowiedzieć na Pani pytanie, gdyż ja nigdy nie pisałem fantastyki. Powtarzam – ja tylko przedstawiam to, co technika współczesna ma nam do zaoferowania i umieściłem to w „Adwokacie”. Przy okazji warto zwrócić uwagę na fakt, że wielu polskich czytelników nigdy nie czytało dobrej powieści, która łączyłaby elementy fantastyki i kryminału (że przypomnę „starocie”: „Pozytronowy detektyw” Isaaca Asimowa, czy „Łowcę androidów” Philipa K. Dicka). Dlaczego dziś tego nie ma? Wielu pisarzy idzie na łatwiznę. Bo po co się wysilać i samemu edukować – gdyż fantastyka naukowa wymaga wiedzy. Myślę, że nasza rodzima literatura kryminalna niczego nie szuka, a jedynie powiela wypracowane przez innych tropy, np. w ostatnich latach bardzo mocno daje się u nas odczuć wpływ kryminału skandynawskiego, z którego wielu czyni zwykłe kalki.

 

Patrząc na historię gatunku kryminalnego, zauważamy, że zmieniał się on na przestrzeni lat. Jak Pan myśli, w jakim kierunku będzie ewoluował ?

 

Kryminał, to zabawa literacka, która może być równie szlachetna i na długie lata zapaść w pamięci czytającego, jak każda inna powieść z jakiegokolwiek gatunku. Ale to nadal zabawa, tylko że za każdym razem „uszyta” przez gorszego lub lepszego „krawca”. Ten gatunek nie ma zbyt dużego pola manewru. Powieść może być wyrafinowana lub żenująco przewidywalna. Nadal jednak obowiązuje zasada, że nic tak nie ożywia uwagi czytelnika jak trup. Tak więc słowo „ewolucja kierunku” wolałbym zamienić na „ewolucję finezji”.

 

 

Które fragmenty „Adwokata spraw ostatnich” pisało się Panu najprzyjemniej?

 

Nie ukrywam, że największą satysfakcję sprawiło mi pisanie ostatniego (krótkiego) rozdziału. To była straszna frajda wiedzieć, że jest się coraz bliżej końca dwóch lat ciężkiej harówy. Ale kiedy już napisałem ten cholerny rozdział, to byłem strasznie zły, że był on tak krótki i moja przygoda z pierwszym tomem „Adwokata” właśnie się skończyła.

 

W książce nawiązuje Pan do ulubionych pisarzy z dzieciństwa. Po jakich autorów lubi Pan sięgać obecnie?

 

Moim ukochanym autorem jest nieżyjący już czeski pisarz Bohumil Hrabal. Jeśli zaś chodzi o polskich autorów… Tu moim jedynym guru jest Jeremi Przybora, którego większość tekstów znam na pamięć. Co to ma wspólnego z kryminałem, policją i śledztwem nie wiem i nie zamierzam tego dociekać.

 

Był Pan także autorem tekstów do cyklu słuchowisk w III Programie PR „Teatrzyk Zielone Oko”. Proszę powiedzieć, jak wygląda praca nad takim tekstem?

 

Dzisiaj w polskim radiu słuchowiska kryminalne są rzadkością, a szkoda. Wszyscy na wszystkim oszczędzają, od pisarzy poczynając, a na słuchaczach kończąc. Totalna paranoja. Jeśli zaś chodzi o technikę pracy… Hm, przepis jest strasznie prosty… Najpierw trzeba mieć wystrzałowy pomysł, potem rozpisać dokładną drabinkę „dziania się” słuchowiska, scena po scenie. Przez cały czas należy pamiętać, że na wyobraźnię słuchacza możemy oddziaływać jedynie poprzez jego zmysł słuchu, czyli dialogami, dźwiękami. Wreszcie należy bezwzględnie samemu dobrze bawić się przy pisaniu – bawić się, a nie kalkulować, co nam się bardziej opłaci, co jest bardziej modne, nośne i oczekiwane. W efekcie z 10 tak napisanych słuchowisk trzy pójdą do kosza, dwa okażą się „do przyjęcia”, dwa będą całkiem niezłe, dwa więcej niż dobre, a o jednym (może) ktoś kiedyś powie, że było genialne – z olbrzymim naciskiem na słowa:, „może” i „kiedyś”.

 

Czy ma Pan ulubiony gatunek literacki?

 

Z wiekiem moje gusty uległy całkowitej zmianie. Praktycznie teraz czytam jedynie literaturę faktu. Z moich ostatnich lektur zainteresowanym polecam: „Historię czystości i brudu” Georgesa Vigarello.

 

Z lektury „Adwokata spraw ostatnich” możemy wyczytać Pana inspiracje literackie. A co poza literaturą Pana inspiruje?

 

Gry komputerowe, których, od początku istnienia, jestem wielkim fanem. Pisałem słuchowiska, serial dla TV, scenariusze filmowe… Czemu zatem miałbym nie napisać (i zostać współproducentem) gry komputerowej z elementami kryminału i horroru? W efekcie, w chwilach wolnych od pisania powieści, właśnie piszę storyboard „mojej” gry.

 

Jak lubi Pan spędzać wolny czas?

 

Nie lubię mieć wolnego czasu. Moja żona zaś dodatkowo twierdzi, że nie potrafię dobrze go spożytkować, gdyż jestem niezadowolony, gdy nic nie robię. Oczywiście uważam, że nie ma racji i jej zmuszanie mnie do odejścia od komputera jest pozbawione sensu. Kiedy jednak wracamy z kolejnej wyprawy lub wyjazdu przyznaję jej rację, że (chyba) miała słuszność, że zmusiła mnie do wzięcia sobie wolnego.

 

 

Nad czym obecnie Pan pracuje i kiedy możemy się spodziewać kontynuacji „Adwokata spraw ostatnich”?

 

Od roku piszę dalsze części cyklu „Adwokat”. Nie będzie to jednak klasyczny ciąg powieściowy, gdzie w kolejnych tomach poznajemy dzieje naszych bohaterów. Skupiam się na stworzeniu uniwersum, w którym żyje i działa Maks Werben, tytułowy adwokat, i jego siostra, Tamar. Nie każda książka, która wydarzy się w tym świecie będzie im poświęcona. Będą oni przewijać się na kartach poszczególnych powieści, ale niekoniecznie jako jej główni bohaterowie. Tak właśnie jest z moją najnowszą książką: „Zabij MonaLizę”. Przez wiele lat, z ramienia ministerstwa kultury, zawodowo zajmowałem się poszukiwaniem w kraju jak i za granicą polskich dzieł sztuki, które zostały ukradzione w czasie II wojny, a także w ostatnich 60 latach po jej zakończeniu. Przy okazji poznałem kilku fałszerzy dzieł sztuki na świecie. Kryminał zatem będzie (jak mniemam) interesujący. A przy okazji – czy Pani wie, że 10 lutego 1991 roku, z bazyliki oo. Dominikanów w Lublinie ukradziono trzecią pod względem wielkość na świecie część krzyża św. na którym (jakoby) skonał Chrystus? To jeden z kilku bezcennych artefaktów naszej kultury narodowej, które mieliśmy w Polsce, a o których rodacy niewiele wiedzą. „Zabij MonaLizę” przypomni historie kilku z nich, a zarazem pokaże kulisy tworzenia się i działania jednego z najbardziej intratnych interesów mafijnych na świecie – handlu skradzionymi oraz sfałszowanymi dziełami sztuki, w którym polscy przestępcy zajmują liczące się miejsce.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Paweł Szlachetko - autor kilkunastu słuchowisk radiowych, pisanych dla Polskiego Radia w latach 1985–1994, równolegle z powieściami sensacyjnymi pod pseudonimem Arthur Ray (m.in. „Poker morderców”). Scenarzysta filmowy i telewizyjny („Śladami złodziei aniołów”, „Zwerbowana miłość”; oba na podstawie tekstów wydanych pod własnym nazwiskiem), twórca cyklów reportaży i kilku powieści kryminalnych. W 2012 roku nominowany do literackiej Nagrody Wielkiego Kalibru za powieść „Wichrołak”.