Walka o wolność

Wojna kobiet - Sally Armstrong

Fikcja literacka, nawet najbliższa rzeczywistości, nigdy nie będzie miała takiego oddziaływania, jak literatura faktu. Fikcyjna historia oczywiście może wzbudzać w czytelniku różne emocje, ale po skończonej lekturze ma on pewność, że opowieść tak naprawdę się nie wydarzyła, jest dziełem wyobraźni autora. Sprawa wygląda jednak inaczej, kiedy czytający ma do czynienia na przykład z reportażem lub innym gatunkiem, który opiera się na faktach. Można zamknąć książkę, ale opowiedziane historie zdarzyły się naprawdę – zdarzyły się bądź nadal gdzieś się dzieją. Jeśli są to historie pesymistyczne, to taka książka na długo zapada w pamięć czytającego. Do tej kategorii z pewnością można zaliczyć pracę Sally Armstrong, dziennikarki i działaczki na rzecz praw człowieka, zatytułowaną "Wojna kobiet", która opowiada o losach kobiet uciskanych ze względów religijnych i kulturowych.

 

Książka rozpoczyna się dość optymistycznie. Autorka jest nie tylko pełna nadziei jeśli chodzi o ruch kobiecy na świecie, lecz także wyraźnie podkreśla, że widzi zachodzącą zmianę. Walka kobiet o prawo do wolności ma sens i choć zmiana postępuje małymi krokami, to wszystko zmierza ku lepszemu. Ale po tak optymistycznym wstępie autorka serwuje czytelnikowi rozdział o przemocy, jakiej doświadczają kobiety. To historia gwałtów, będących jedną z metod prowadzenia działań wojennych, ale wynikłych również z faktu, że w wielu krajach kobieta traktowana jest jako własność mężczyzny, który ma nieograniczone prawo do jej ciała. Historie przedstawione w tym rozdziale są naprawdę przerażające. Jedne z najbardziej wstrząsających dotyczą gwałtów na małych dziewczynkach. Mężczyźni ich dokonujący tłumaczą się tym, że stosunek z dziewczynką jest… lekiem na AIDS. Kolejne rozdziały to historia ucisku motywowanego tradycją, religią i kulturą. Mimo że w wielu krajach, w których stosuje się przemoc wobec kobiet istnieje prawo rozliczające tę przemoc, to w praktyce naprawdę trudno je wyegzekwować. Winne są właśnie względy zwyczajowe. Jeśli od wieków kobieta stanowiła własność mężczyzny, który mógł z nią zrobić, co zechciał, to taką złą tradycję trudno przełamać. Efekt jest taki, że to często kobieta jest oskarżana o prowokowanie do gwałtu i to ona ponosi karę, choć w gruncie rzeczy jest przecież jego ofiarą. Następnie mamy indywidualne historie kilku kobiet, które doświadczyły gwałtu i przemocy. Wiele z nich zdaje sobie sprawę, że nie wymaże traumatycznych zdarzeń ze swojej przeszłości, ale ma także świadomość, że głośne mówienie o tym, co je spotkało ustrzeże inne kobiety przed podobnym losem.

 

Jedną z tez książki Sally Armstrong jest stwierdzenie, że jeśli polepszy się sytuacja kobiet, to polepszy się sytuacja całych społeczeństw. Kobiety, które mają dostęp do edukacji, są wolne i mogą same o sobie stanowić, przyczyniają się do lepszych warunków ekonomicznych danej społeczności. "Wojna kobiet" nie jest więc książką tylko o ucisku kobiet – pokazuje także zmianę zachodzącą w ich traktowaniu. Autorka wskazuje przy tym te segmenty życia społecznego, które wraz z poprawą sytuacji kobiet ulegną polepszeniu. Zaznacza także, że zmiana ta będzie zachodzić nie tylko wtedy, kiedy zaangażują się w nią same kobiety. Niebagatelna jest tu także rola mężczyzn i zmiana ich świadomości.

 

"Wojna kobiet" Sally Armstrong to jedna z tych książek, które po lekturze na długo pozostają w pamięci. To także książka, która buduje świadomość, zwraca uwagę na istotne problemy i pokazuje sposoby ich niwelowania. Koniecznie trzeba przeczytać.

 

Recenzja po raz pierwszy ukazała się na Literatkach: Walka o wolność