Gatunkowy misz-masz?

Adwokat spraw ostatnich - Paweł Szlachetko

Kryminał jako gatunek konwencjonalny posiada określony zespół cech charakterystycznych. Czytelnicy kryminałów przyzwyczaili się, że w powieści kryminalnej fabuła ogniskuje się wokół zbrodni, okoliczności dojścia do niej, dochodzenia do rozwikłania zagadki oraz odkrycia sprawcy całego zamieszania. Chyba żaden inny gatunek nie przestrzega tak zasad logiki, jak kryminał. A co się stanie, kiedy nagle w powieści kryminalnej pojawią się duchy i inne elementy charakterystyczne dla powieści fantastycznej? Powiem tak: odrzucając przyzwyczajenia i dając się ponieść narracji, odkryjemy niezwykle wysmakowany świat. Taka jest właśnie powieść Pawła Szlachetko „Adwokat spraw ostatnich”. Być może z formalnego punktu widzenia książka Szlachetko przekracza ramy kryminału, ale mimo to pozostaje dziełem spójnym, w którym uważny czytelnik z pewnością dostrzeże również nawiązania do innych książek.

 

Jako pierwszego poznajemy Maksa Werbena – policjanta. Mężczyzna uczestniczy w akcji policyjnej, podczas której sam – działając w niezgodzie z prawem – wymierza sprawiedliwość. Czytelnik od razu orientuje się więc z jakim typem bohatera będzie miał do czynienia: Maks jest oczywiście postacią charakterystyczną dla czarnego kryminału. Balansując na granicy dobra i zła, stosując niekonwencjonalne metody, wymierza sprawiedliwość. Potem mamy sześcioletni przeskok. Maks zrezygnował z pracy w policji na rzecz pracy w charakterze adwokata. Poznajemy także jego przyrodnią siostrę, Tamar Sarnecką, która jest komisarzem w policji. Nie zdradzając szczegółów fabuły, powiem tylko, że rodzeństwo nie utrzymuje ze sobą kontaktu. Sytuacja się zmienia, kiedy dochodzi do makabrycznej zbrodni. W kościele zostają odnalezione nagie zwłoki młodej kobiety. Ktoś bardzo się postarał, aby zbrodnia sprawiała wrażenie mordu rytualnego. Tamar i Maks spotykają się, aby wspólnie rozwiązać zagadkę, której finał okaże się niezwykle interesujący.

 

Sugerując się wyżej przedstawionym zarysem fabuły, można stwierdzić, że powieść Pawła Szlachetko to rasowy kryminał. Nie ma w tym stwierdzeniu przesady. „Adwokat spraw ostatnich” posiada wszystko, co rasowy kryminał posiadać powinien: pomysłową intrygę z zaskakującym zakończeniem, krwistych bohaterów oraz interesujące wątki poboczne. Kiedy podkusimy się o doprecyzowanie podgatunkowe, czyli zechcemy ustalić jakim typem kryminału jest „Adwokat…”, to zauważymy, że ma wiele cech charakterystycznych dla czarnego kryminału. Z tym że w przypadku powieści Pawła Szlachetko gatunkowe doprecyzowywanie na powyższych stwierdzeniach się nie kończy. Jak już wspomniałam, w książce pojawiają się duchy i inne elementy charakterystyczne dla powieści fantastycznej. Ponadto owe duchy zostały niejako zawieszone w przestrzeni tymczasowej. Nie mogą odejść do wieczności, bo na ziemi pozostawiły nierozwiązane sprawy. Motyw ten często występował na przykład w literaturze romantycznej. Niemniej jednak w książce Szlachetko duchy są wyznacznikiem fantastyki grozy, czyli horroru. Mimo że z czasem czytelnik się z nimi oswaja, podobnie jak widzący zjawy Maks Werben, to na początku ich pojawienie się buduje napięcie i budzi grozę. Także na początku powieści mamy do czynienia z motywami satanistycznymi i wampirycznymi. Idąc dalej, autor operuje także konwencją romansu. Anturaż towarzyszący schadzce kochanków jest niemal żywcem wyjęty z powieści romansowej: blask księżyca, noc, szum fal i księżycowa poświata na wodzie. Kiedy dodamy tkliwe wyznania kochanków, otrzymamy prawdziwie romansową kliszę. Natomiast wirtualna rzeczywistość, nosząca nazwę Alter World, każe sytuować „Adwokata spraw ostatnich” również w obszarze powieści fantastyczno-naukowej. Dodatkowo Alter World jest swoistym hołdem autora dla pisarzy lubianych i czytywanych w dzieciństwie: Stanisława Lema, Arthura C. Clarke’a, Isaaca Asimowa. Wyrazem hołdu są fragmenty ich dzieł spójnie wplecione w rzeczywistość Alter World.

 

Przeczytawszy powyższy akapit, ktoś może stwierdzić, że „Adwokat spraw ostatnich” to istny misz-masz gatunkowy. Jednak w powieści Pawła Szlachetko nie ma nic z chaosu. Balansowanie na granicy kilku gatunków w wykonaniu autora wypada spójnie. Tak jak napisałam wyżej: kiedy odrzucimy formalne przyzwyczajenia i damy porwać się nurtowi opowieści, to naszym oczom ukaże się niezwykły świat. Lektura „Adwokata…” to prawdziwa czytelnicza uczta. Poza jednym potknięciem, które zauważyłam, nic tej książce nie można zarzucić. Mowa o scenie umizgów pewnego doktora i pielęgniarki, kiedy kobieta poprawia sobie przekrzywiony czepek. A przecież każdy wie, że obecnie pielęgniarki nie noszą na głowach czepków. Książka kończy się otwartym zakończeniem, co sugeruje kontynuację przygód Maksa Werbena i Tamar Sarneckiej. Cieszy mnie to ogromnie, bo z chęcią przeczytałabym drugi tom „Adwokata spraw ostatnich”.

 

Recenzja po raz pierwszy ukazała się na Portalu Kryminalnym: Gatunkowy misz-masz?