O chłopcu, który porywał dzieci

"Papierowy chłopiec" - Kristina Ohlsson

Co może pomyśleć czytelnik, kiedy przeczytawszy parę stron prologu, dochodzi do strony, na której widnieje napis: KONIEC? Na początku z pewnością jest zaskoczony. Książka na dobre jeszcze się nie rozpoczęła, a autor od razu chce zdradzić zakończenie. Dziwne. Czytamy dalej i faktycznie mamy do czynienia z opisem końcowej sceny. Ale to tylko fragment, bo w toku dalszej lektury, między rozdziałami, co jakiś czas będą się pojawiać kolejne fragmenty przedstawiające zakończenie snutej historii. Poszczególne rozdziały są natomiast rekonstrukcją wydarzeń, które doprowadziły do – myślę, że mogę wyjawić – tragicznego zakończenia. Tak właśnie zbudowana jest najnowsza książka szwedzkiej pisarki, Kristiny Ohlsson. Książka nosi tytuł „Papierowy chłopiec” i w Szwecji okazała się bestsellerem. Zupełnie mnie to nie dziwi. Dopracowana intryga, wspaniale budowane napięcie oraz stale odczuwany klimat tajemnicy – to tylko kilka z licznych mocnych stron „Papierowego chłopca”. Pojawiło się także parę mniej dopracowanych szczegółów, jednak muszę przyznać, że całościowo książka wypada naprawdę dobrze.

 

Książka rozpoczyna się wielką niewiadomą. Przypomnijcie sobie uczucie, które towarzyszyło Wam, kiedy zabieraliście się do ułożenia układanki z puzzli. Mnóstwo kawałeczków, nie wiadomo, który do którego pasuje, nie wiadomo, od którego zacząć. Podobnie jest z pierwszymi stronami powieści Ohlsson. Właściwie nie tylko z pierwszymi, bo przez większą część książki mamy właśnie do czynienia z pozornie nie powiązanymi ze sobą kawałeczkami. W zakończeniu, które mamy na początku książki, ginie trójka osób: mężczyzna i dwójka jego dzieci. Z retrospekcji dowiadujemy się o kolejnych morderstwach. Ginie młoda nauczycielka, a dwóch chłopców zostaje znalezionych martwych, z papierowymi workami na głowach. Worki dodatkowo zostały przyozdobione rysunkami twarzy. Faktem, który najbardziej rzuca się w oczy jest żydowskie pochodzenie ofiar. Czyżby zabójstwa miały charakter rasistowski? A co z workami na głowach? Czy morderca chce przez to coś powiedzieć? Nie tylko czytelnik jest zdezorientowany, ale również śledczy mający za zadanie rozwikłać zagadkę. W tle pojawia się także stara żydowska legenda o Papierowym Chłopcu porywającym dzieci, agent Mosadu, policjant z ciemną przeszłością, dawne urazy, obecne konflikty… Lektura wymaga czujności i zwracania uwagi na każdy szczegół, bo autorka o niczym nie mówi przypadkowo. Kiedy dochodzimy do końca, wszystko się wyjaśnia. Jak z rozrzuconych kawałków puzzli po ułożeniu wszystkich elementów naszym oczom ukazuje się spójny obraz, tak ostatnie strony powieści Ohlsson pokazują intrygę jako konsekwentną i logiczną całość.

 

Oprócz zagadki kryminalnej mamy w „Papierowym chłopcu” również wątki obyczajowe. Poszczególnych bohaterów widzimy nie tylko w ich rolach zawodowych, ale także podczas wypełniania obowiązków rodzinnych, takich jak opieka nad dziećmi, czy przygotowywanie obiadów. I tu pojawia się spostrzeżenie, że nie da się wszystkich ról pogodzić. Zwłaszcza jeśli pracuje się w policji. Praca policyjnego funkcjonariusza często negatywnie odbija się na jego życiu prywatnym. Chyba że posiada się wyrozumiałego partnera, który przejmuje domowe obowiązki. Tak się składa, że w książce Ohlsson najbardziej przyglądamy się życiu prywatnemu dwóch policjantek. Okazuje się, że ze względu na ich pracę, domowe obowiązki przejęli mężczyźni. To oni piorą, gotują, sprzątają i zajmują się dziećmi. W obu małżeństwach oczywiście dochodzi do konfliktów, ale widać, że w sytuacjach kryzysowych partnerzy mogą na siebie liczyć.

 

Za sprawą wprowadzenia bohatera będącego agentem Mosadu, do książki wkradają się także wątki izraelskie, związane z historią Izraela, zwłaszcza z jej ciemnymi punktami. Jedna z bohaterek, w ramach prowadzonego śledztwa, jedzie do Izraela. Mamy więc okazję zobaczyć z bliska jak funkcjonuje tamtejsza policja, jak żyją tam ludzie. Dowiadujemy się także, że legenda o Papierowym Chłopcu została wymyślona, aby ustrzec tamtejsze dzieci przed niebezpieczeństwem. Głównym powodem wyjazdu policjantki ze Szwecji jest jednak zdobycie istotnych wiadomości dotyczących prowadzonego śledztwa. Z czego oczywiście się należycie wywiązuje.

 

Do wyżej wymienionych atutów książki dodałabym także zabieg, który miałam okazję już zaobserwować przy lekturze „Rzeźnika” Johna Lutza. Cała wiedza na temat motywów postępowania sprawcy, autentycznego przebiegu wydarzeń, jest w rękach narratora i czytelnika. Wnioski, do których dochodzą policjanci prowadzący śledztwo, z braku całkowitej wiedzy, są niekompletne, stanowią jedynie prawdopodobną wersję wydarzeń. W ten sposób autorka pokazuje, że często wyniki śledztw są jedynie niepełną wersją wydarzeń. Ta jest znana jedynie ofierze i sprawcy.

 

Ale jak już wspomniałam, książka ma kilka elementów słabiej dopracowanych. Szkoda, że postać policjanta z ciemną przeszłością, obecnie zatrudnionego w charakterze ochroniarza, nie została bardziej zarysowana. Do pewnego momentu pełnił dość istotną rolę w prowadzonym śledztwie, dostarczając śledczym istotnych informacji i wskazówek. Im bliżej końca, tym tej postaci jest coraz mniej, aż w końcu okazuje się zupełnie nie istotna. Napisałam również o doskonale budowanym napięciu. Im bliżej jednak końca, tym zdarzenia coraz bardziej okazują się przewidywalne. Zabrakło jakiegoś ciekawego zwrotu akcji, który wbiłby czytelnika w fotel. Natomiast jedna z bohaterek ginie w dość przypadkowych okolicznościach, które każą podejrzewać, że autorka nie miała już po prostu pomysłu, co z tą postacią zrobić. Niemniej jednak „Papierowy chłopiec” wart jest przeczytania, toteż po mimo paru niedociągnięć gorąco Wam go polecam.