Moc sztuki i tajemnica zanurzona w wodzie

Ręka Mistrza - Stephen King

W zbiorze opowiadań zatytułowanym „Szkieletowa załoga” znajduje się opowiadanie „Małpa”. Tytułowa małpa jest zabawką zaopatrzoną w dwa metalowe talerze, na których gra zawsze tę samą melodię. Dźwięki powstające w wyniku uderzania talerzy o siebie są zwiastunem czyjejś śmierci. Z pozoru dziecięca zabawka jest w rzeczywistości niebezpiecznym przedmiotem, zsyłającym na swego właściciela nieszczęście. Zatopiona w głębinach studni, pewnego dnia wydobywa się z nich. Jedynym sposobne na unicestwienie upiornej małpy jest ponowne zatopienie jej.

 

Kiedy skończyłam lekturę „Ręki mistrza” Stephena Kinga, od razu na myśl przyszło mi opowiadanie „Małpa”. „Ręka mistrza” jest bowiem rozbudowaną historią opowiadania ze „Szkieletowej załogi”. Wprawdzie w powieści nie mamy małpy, ale mamy demoniczną postać wynurzającą się z wody, która może być unicestwiona tylko poprzez ponowne zatopienie. W opowiadaniu i w powieści King wykorzystał ten sam schemat. Kiedy przypomniałam sobie pozostałe opowiadania ze zbioru „Szkieletowa załoga”, zauważyłam, że prawie wszystkie mają wiele wspólnego z „Ręką mistrza”. Jednak głównym motywem łączącym powieść z opowiadaniami jest… woda oraz jej znaczenie.

 

Motyw wody wielokrotnie pojawia się w sztuce i w literaturze, spełniając określone role. Woda symbolizuje nowe życie oraz oczyszczenie, ale także ma moc niszczącą, doprowadzającą do zagłady. Przykładem tej ostatniej jest biblijny potop. W mitologii greckiej natomiast wody Styksu były wrotami do życia po śmierci. Z kolei w tradycji romantycznej woda wiązała się z tajemnicą i niezbadaną otchłanią, kryjącą pokusę i zło. W „Szkieletowej załodze” oraz w „Ręce mistrza” woda ukazana została w ambiwalentny sposób. Z jednej strony bliżej jej do romantycznej symboliki wody, z drugiej – poprzez moc izolowania zła – pełni funkcję oczyszczenia i daje możliwość rozpoczęcia nowego, pozbawionego wpływu złych mocy, życia.

 

Jednak obok sił nadprzyrodzonych w „Ręce mistrza” mamy również kwestie bardziej realne. King analizuje genezę procesu twórczego oraz siłę oddziaływania dzieła sztuki. Za główny przykład służy mu postać Edgara Freemantle’a. Edgar ma kochającą żonę, dwie córki oraz firmę, która przynosi mu znaczne zyski. Pewnego dnia ulega wypadkowi, w wyniku którego traci rękę. Okres rehabilitacji przeżywa ciężko. W głowie roją mu się myśli samobójcze oraz ma niekontrolowane napady gniewu i agresji. Podczas jednego z takich napadów omal nie skrzywdził żony. Przerażona kobieta wystąpiła o rozwód. Wypadek nie tylko pozbawił Edgara ręki, ale okaleczył także jego relacje z bliskimi. Kiedy mężczyzna jest u kresu psychicznej wytrzymałości, jego lekarz podsuwa mu pomysł, aby znalazł rzecz, którą lubi robić i się jej poświęcił. Po krótkiej chwili zastanowienia, Edgar stwierdza, że bardzo lubi rysować. Po rehabilitacji zostawia więc wszystko i wyjeżdża na pewną wyspę, poleconą mu przez lekarza, i tam zaczyna tworzyć. Nieoczekiwanie okazuje się, że ma wyjątkowy talent, a jego obrazy olśniewają nie tylko zwyczajnych odbiorców, ale również znawców sztuki. Edgar odnosi sukces, ale okazuje się, że musi go okupić pewnymi stratami. Dodatkowo w jego otoczeniu zaczynają się dziać rzeczy nieprawdopodobne i przerażające, z którymi będzie musiał stoczyć walkę na śmierć i życie.

 

W „Ręce mistrza” King potwierdza tezę, że każde twórcze działanie jest wynikiem przeżytej traumy, nieszczęśliwego zdarzenia czy doświadczenia. Zarówno Edgar, jak i Elizabeth Eastlake – sędziwa staruszka, którą mężczyzna poznaje na wyspie – zaczęli tworzyć w wyniku fizycznego urazu. Proces twórczy jest również swoistą terapią dla twórcy, sposobem na pogodzenie się z losem oraz formą nowego zaistnienia w życiu. Oczywiście u Kinga – mistrza horroru – jest także czymś więcej. Sztuka i dzieła sztuki budzą demony. Do tego tak namacalne, że wyczuwalne podstawowymi zmysłami. Z owymi demonami będzie walczył główny bohater oraz dwójka jego towarzyszy.

 

Na poziomie relacji międzyludzkich King zarysował kilka wyróżniających się. Pierwsza to przyjacielska relacja Edgara i Wiremana, będąca typową męską przyjaźnią, w której panuje zrozumienie i troska o drugą osobę. Wireman jest zaś opiekunem starszej pani, której poświęca nie tylko czas, ale i wiele ciepłych uczuć. Edgar natomiast jako ojciec dwóch córek, jest w szczególnej relacji z jedną z nich. Tym samym przełamuje stereotyp o jednakowej miłości rodzicielskiej wobec każdego ze swych dzieci. Wyraźnie faworyzuje młodszą z sióstr, ale ona również ma dla niego więcej pozytywnych uczuć niż starsza siostra.

 

Czytając książki Kinga, zawsze obawiam się zakończeń. O ile pisarz ma dar do tworzenia wciągających fabuł, zarysowywania szczegółowego tła i autentycznych realiów życia, to zakończenia jego powieści wielokrotnie rozczarowują. W przypadku „Ręki mistrza” jednak nie rozczarowałam się. Pod koniec książki King bardzo subtelnie wprowadza elementy horroru i w efekcie klimat grozy idealnie splata się z realną rzeczywistością. Na końcu mamy happy end, ale osnuty jednak pewną dawką niepokoju o to, czy faktycznie wszystko poszło tak jak trzeba i czy przypadkiem odizolowane zło nie powróci. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to byłyby to zdania, które według mnie funkcjonują u Kinga jako swoistego rodzaju spoilery: uprzedzają fakty, które mają nastąpić. Zdania te zwykle padają w momencie, kiedy nic nie zapowiada katastrofy, zgadzam się więc, że mają za zadanie wywołać zaskoczenie, ale jest ono chwilowe, bo potem, wiedząc, że coś złego stanie się z daną postacią, nie jesteśmy wcale zaskoczeni, że umiera itp. Z jednej strony chwyt ten może budować napięcie, będąc symptomem zbliżającej się katastrofy - czytelnik może odczuwać niepokój i ciekawość tego, co się stanie i jak się stanie – z drugiej strony natomiast wiedząc, że coś się stanie, zaskoczenie jest mniejsze. Pomijając jednak owe „spoilery”, które u Kinga pojawiają się często również w innych książkach, „Ręka mistrza” należy do jednych z jego najlepszych powieści.