Juna i Geniusz

Narzeczona Schulza - Agata Tuszyńska

Każdy badacz literatury, który zamierza pochylić się nad twórczością Brunona Schulza, zauważa, że na temat skromnej, bo obejmującej zaledwie dwa tomy opowiadań, literackiej aktywności drohobyckiego pisarza powiedziano już niemal wszystko. Jeśli prowincjonalny autor wzbił się na wyżyny prozatorskiej oryginalności, to dla odmiany badacz literatury chcący napisać o Schulzu i jego twórczości coś oryginalnego, drogę do wyżyn ma długą i stromą. O opowiadaniach Schulza pisano bowiem już z różnych perspektyw, umieszczano w wielorakich kontekstach, analizowano nie tylko sam tekst, ale także życiorys pisarza, który stał się również kanwą dzieł innych autorów.

 

Czy w związku z tym jest jeszcze sens podejmować temat Schulza? A jeśli tak, to w jaki sposób? Okazuje się, że jest. Do tego jest nawet na to ciekawy sposób. Agata Tuszyńska, doświadczona biografistyka, podjęła się tego zadania wykorzystując perspektywę jednej z kobiet, które w życiu Schulza odegrały niebagatelną rolę. Jej wybór padł na Józefinę Szelińską, narzeczoną drohobyckiego twórcy, której postać skryła się w cieniu Schulzowej sławy. To doskonały wybór, ponieważ w biografię autora „Sklepów cynamonowych” został wpleciony – prawdopodobnie jak nigdy dotąd – wątek miłosny. Jednocześnie Tuszyńska w ten sposób wydobywa z owego cienia sławy właśnie Szelińską, Junę, jak nazywał ją Schulz. Mimo że jej portret został wysnuty z domysłów i jest w dużej mierze efektem pisarskiej wyobraźni autorki, to nie można zaprzeczyć, że obraz ten rzuca nieco światła na Szelińską, która do końca wolała pozostać w cieniu i w ukryciu. Przekonał się o tym Jerzy Ficowski, jeden z pierwszych niestrudzonych badaczy życia i twórczości Schulza, który mimo znajomości z Szelińską i prowadzonej z nią korespondencji, musiał wykazywać się nie lada cierpliwością i delikatnością jeśli chciał czegoś istotnego się dowiedzieć od muzy i narzeczonej wielbionego przez niego artysty. Szelińska bowiem mocno strzegła pamięci o Schulzu, nie pragnąc rozgłosu i wiwisekcji jej życia z drohobyckim mistrzem.

 

Jak wyglądał związek Schulza z Szelińską? Tuszyńska kreśli obraz, który charakteryzuje się wzajemnym brakiem zrozumienia, ale jednoczesną potrzebą bycia razem. Junę i Schulza różniło wiele. Różnicę widać już na poziomie stosunku do Drohobycza. Dla Szelińskiej było to miejsce, z którego pragnęła uciec do lepszego, większego świata. Drohobycz był dla niej duszną prowincją. Natomiast stosunek Schulza do rodzinnego miasta był pełen niekonsekwencji i sprzeczności. Z jednej strony dusił się, narzekał na nauczycielską posadę, na ludzi nie rozumiejących jego sztuki. Ale była też druga strona medalu. Schulz po prostu nie wyobrażał sobie życia gdzie indziej. Drohobycz był dla niego miejscem inspiracji. Czuł, że tylko tu może tworzyć, a każde inne miejsce zabiłoby w nim potencjał twórczy. Stąd wielokrotnie zwodzi Józefinę, obiecując wyjazd, ale tak naprawdę nie mając w ogóle zamiaru opuszczać swojego kochanego i nienawidzonego Drohobycza. Związek Schulza i Szelińskiej to także okresy depresji, niemożności dopasowania się. Przez cały czas trwania związku, a także po śmierci Bruna, Józefina zmaga się emocjonalnie z innymi kobietami w życiu narzeczonego. Są wśród nich pisarki, intelektualistki, z którymi Schulz prowadzi bogatą korespondencję, a w której dzieli się także myślami o ich związku. Józefina żyje więc wciąż w świecie domysłów, czy aby owe kobiety nie są także kochankami Bruna. Uczuciowe niepokoje przeżywa również oglądając Schulzowe grafiki, na których w twarzach roznegliżowanych kobiet rozpoznaje miejscowe prostytutki.

 

„Narzeczona Schulza” to jednak nie tylko obraz miłosnej relacji Schulza i Szelińskiej. Tuszyńska z tym samym wyczuciem kreśli także wizje historycznych przemian. Pokazuje jak los Schulza nierozerwalnie został związany z dziejowymi zawieruchami. Jej książka to kolejne świadectwo tego, jak wojna, nie sprzyjający ustrój, niszczą międzyludzkie relacje, a w życiu kulturalnym – i nie tylko – pozostawiają wyrwę i niepowetowaną stratę. Pamięć ludzka we wspomnieniach przechowuje zazwyczaj jakieś szczegóły, strzępki, pojedyncze obrazy, toteż w pamięci Juny wojna to na przykład czarna woalka na twarzy – kamuflaż mający za zadanie ukryć żydowskie pochodzenie, a okres powojenny krystalizuje się na przykład w obrazie powojennych wdów, które szepczą coś do siebie – jak wariatki – podróżując tramwajem.

 

Strategia narracyjna, którą wybrała Tuszyńska, daje możliwość spojrzenia na Szelińską i jej relację z Schulzem w sposób kilkuwymiarowy. Przede wszystkim mamy tu partie wypowiadane w pierwszej osobie, dzięki czemu mamy możliwość śledzenia myśli bohaterki. Ale ten obraz byłby nie pełny gdyby nie partie narracji trzecioosobowej. Chociaż zdarza się także narracja drugoosobowa, kiedy Juna zwraca się do wyimaginowanego Bruna.

 

Tuszyńskiej udało się w bardzo sugestywny sposób pokazać uczuciowość Szelińskiej, jej ciągłe niepokoje przeplatane niewypowiadaną złością, momentami tkliwości, zazdrością, która na starość także ją czasem dosięgała. Zwłaszcza kiedy Ficowski przesyłał do niej odnalezioną korespondencję Schulza. Mimo że dla Szelińskiej były to już czasy zamierzchłe, to niejednokrotnie odczuwała ukłucie w sercu, kiedy czytała dawne listy narzeczonego do powierniczek. Znowu wracały myśli o tym, że były to także jego kochanki.

 

„Narzeczona Schulza” jest więc opowieścią o miłości, ale tragicznej, takiej, która nie miała swojego spełnienia, trwającej lata i właściwie zakończonej dopiero śmiercią Szelińskiej. To także opowieść o niewdzięcznej roli bycia muzą geniusza, trochę nieżyciowego człowieka, dla którego ostatecznie największą miłością okazywała się sztuka. Ale mimo że obraz jest raczej smutny, to wart jest poznania, ponieważ nie tylko ukazuje Schulza przez pryzmat miłosnej relacji, ale jest także próbą uchylenia rąbka tajemnicy, za którą przez całe życie wolała się skrywać Józefina Szelińska – jakby nie było, bardzo istotna kobieta w życiu drohobyckiego twórcy. Polecam.