Bohater szarej codzienności

Piąty beatles - Mariusz Czubaj

Z przyjemnością sięgam po książki sprzed kilkudziesięciu lat, zwłaszcza te, w których autor zadbał o realizm. Czytelnikom współczesnym pisarzowi z pewnością nie zaprzątały głowy niuanse w rodzaju aktualnych trendów modowych, wystroju wnętrz czy przedmiotów codziennego użytku, ponieważ składały się na ich codzienność. Natomiast odbiorca, którego od autora dzieli znaczny dystans czasowy, właśnie w owych niuansach odnaleźć może klimat i charakter epoki. Agathę Christie czytamy przecież nie tylko dla zaskakujących rozwiązaniem zagadek kryminalnych, lecz także – by poczuć klimat międzywojnia i lat powojennych. Zmysł obserwacji i umiejętność wyłapywania tego typu niuansów to niezwykły dar, zwłaszcza u pisarza. Ów zmysł z całą pewnością posiada Mariusz Czubaj, co po raz kolejny udowodnił w najnowszej powieści zatytułowanej "Piąty beatles", którą za kilkanaście bądź kilkadziesiąt lat prawdopodobnie będzie się czytać jako świadectwo naszych czasów, bo klimat współczesności jest tu silnie obecny.

 

"Piąty beatles" to czarny kryminał mocno osadzony w polskich realiach, z których autor wydobywa nie tylko to, co najbardziej charakterystyczne, lecz także wszelkie możliwe absurdy. Świat przedstawiony utworu wydaje się na wskroś rzeczywisty, ponieważ pisarz tka go z bieżących doniesień medialnych, szczegółów pogodowych oraz wydarzeń, które naprawdę miały miejsce w kraju nad Wisłą. Ma on tak sugestywną moc, że podczas lektury niejednokrotnie można odnieść wrażenie, iż Rudolf Heinz – główny bohater – istnieje naprawdę i faktycznie przemierza trasy między Piłą, Berlinem, Pomorzem… oraz prowadzi śledztwo w sprawie zagadkowej śmierci syna jednego z biznesmenów. Jednocześnie spod powieściowego realizmu wypływa drobna kropla melancholicznego smutku. Współczesność jest tu bowiem kontestowana. Kontestacja ta najpełniej uwidacznia się właśnie w konstrukcji postaci Rudolfa Heinza, ale o tym za chwilę. Autor nie tylko dostrzega wszelkie nowinki technologiczne, łącznie z portalami społecznościowymi, lecz także w pośredni sposób manifestuje swoją niechęć do nich. "Piąty beatles" jest więc opowieścią o przemijaniu i wkraczaniu nowego oraz niemożności pogodzenia się z otoczeniem czy odnalezienia się w nowej rzeczywistości, co również znajduje swoje odzwierciedlenie w postaci Heinza.

 

Sama opowieść natomiast zbudowana została za pomocą schematu, który mnie, jako fance serialu "True Detective", spodobał się ogromnie. Główny tok narracji inkrustowany jest fragmentami, w których widzimy Heinza podczas przesłuchania. Niczym w serialu bohater siedzi przed przesłuchującymi go funkcjonariuszami i relacjonuje przebieg niedawno prowadzonego przez siebie śledztwa. Podobnie jak w filmie, odpowiedzi profilera są cięte i błyskotliwe. W prologu natomiast następuje przeskok czasowy, którego sens zostanie wyjaśniony dopiero w końcowych partiach powieści.

 

Jeśli chodzi o realizm powieściowy, to należy nadmienić, że został on także zachowany na poziomie prowadzonego śledztwa. Autorowi nie jest obca znajomość procedur, terminologii oraz charakterystycznego języka, którym posługują się policjanci. Realizm widoczny jest także w przebiegu samego śledztwa. Jedynie w filmach i klasycznych powieściach kryminalnych detektyw szybko rozwiązuje zagadkę. Natomiast w powieści Mariusza Czubaja jest ona bliżej życia i tym samym nosi znamiona autentyczności.

 

I wreszcie, last but not least, Rudolf Heinz. Komisarz i policyjny profiler, który jest typem z trochę innej epoki. Po godzinach, zamiast sprawdzać portale społecznościowe czy aktualne programy telewizyjne, udziela się w zespole muzycznym. Sprawia wrażenie człowieka, który z chęcią wróciłby do czasów, w których królowali Beatlesi. Odklejony od współczesnej rzeczywistości – trochę sobie z nią nie radzi, co niejednokrotnie wywołuje u czytelnika uśmiech sympatii. Na końcu jednak czytającemu wcale nie jest do śmiechu, bo historia okazuje się – przynajmniej do pewnego stopnia – tragiczną opowieścią o ludzkim losie. Heinz to w pewnym sensie romantyk: nie tyle skłócony wewnętrznie, ile ironicznie postrzegający otaczającą go rzeczywistość.

 

Jeśli jeszcze nie znacie książek Mariusza Czubaja, to koniecznie musicie je poznać. To coś więcej niż kryminały, a nawet więcej niż dobre kryminały. "Piąty beatles" jest wręcz genialny. Gorąco polecam.

 

Recenzja po raz pierwszy ukazała się na Literatkach: Bohater szarej codzienności