„Zbrodnia w szkarłacie”, czyli wyciągamy trupa z szafy

Zbrodnia w szkarłacie - Katarzyna Kwiatkowska

Dyskutując na temat współczesnej literatury kryminalnej, wielokrotnie zetknęłam się ze stwierdzeniem, iż współczesne kryminały intrygę kryminalną traktują dość swobodnie. Zagadka bywa jedynie pretekstem do wysuwania poza kryminalnych tez, bądź stawiania diagnoz współczesnemu społeczeństwu, czy nadmiernego psychologizowania. Trudno nie zgodzić się z powyższymi stwierdzeniami. Ale mój sprzeciw pojawia się zawsze, kiedy owym stwierdzeniom towarzyszy pejoratywne zabarwienie. Nie mogę się bowiem zgodzić z tym, iż używanie zagadki jako pretekstu jest wyrazem braków warsztatowych i nieumiejętności skonstruowania trzymającej w napięciu intrygi. Z czytelniczą ekscytacją pochłaniam więc zawsze kryminały z rozbudowanym wątkiem psychologicznym, warstwą społeczną i wszelkimi diagnozami naszej współczesności. Abstrahując jednak od wyrokowania czy lepszy jest klasyczny kryminał, w którym najważniejszą rolę odgrywa zagadka (kto zabił), czy kryminał ocierający się o powieść psychologiczną, obyczajową itd. (dlaczego zabił), należy zauważyć, że zarówno autorzy, jaki i wydawcy, wychodzą ostatnio również naprzeciw gustom tych czytelników, którzy gustują w kryminałach klasycznych, spod znaku Christie i Conan Doyle’a.

 

Współczesne kryminały, naśladujące wzorce wypracowane przez klasyków gatunku, mają wiele cech wspólnych. Przede wszystkim operują chwytami i motywami, które owi klasycy stosowali z upodobaniem. Takim najbardziej znanym motywem jest zagadka zamkniętego pokoju. Kolejną wspólną cechą naśladowców Christie i Doyle’a jest umieszczanie akcji w przeszłości (czy to naprawdę konieczne?), dlatego ich powieści zwykło się określać mianem kryminałów retro. Ostatnio miałam przyjemność czytać taki kryminał autorstwa Joanny Szwechłowicz, tym razem w moje ręce wpadła „Zbrodnia w szkarłacie” Katarzyny Kwiatkowskiej, którą sam wydawca w nocie okładkowej określa mistrzynią intrygi w stylu Agathy Christie. Ale tytuł jest czytelnym odwołaniem do jednej z powieści Arthura Conan Doyle’a („Studium w szkarłacie”), więc nie sposób nie powiązać „Zbrodni…” również z tym autorem. Oczywiście jeśli chodzi o inspirację.

 

Powieść Kwiatkowskiej przenosi nas do roku 1900, na tereny zaboru pruskiego i do pewnego dworu, któremu grozi bankructwo. Odmalowane z wielką dbałością o szczegóły tło obyczajowe jest ogromnym atutem powieści poznańskiej autorki. Poznajemy nie tylko codzienne zwyczaje ziemiaństwa, ale także rytuały towarzyszące ślubom – jednym z fabularnych wątków jest ślub dziedziczki dworu – oraz cykliczność i specyfikę prowadzenia dworskiego gospodarstwa. W aspekcie wywołania z przeszłości świata, którego już nie ma, „Zbrodnia w szkarłacie” jest niezwykle klimatyczna i stylowa, do tego autorka operując piękną polszczyzną, dostarcza czytelnikowi wysmakowane literackie obrazy. Powieść Kwiatkowskiej czyta się z poczuciem obcowania z literaturą na wysokim poziomie, nawiązującą do tradycji polskiej powieści realistycznej. Wkład pracy, jaki autorka włożyła w napisaną książkę – sięganie do archiwów, czytanie niezliczonych pozycji na temat polskiego ziemiaństwa – jest nie tylko imponujący, ale wyraźnie wyczuwalny w trakcie lektury powieści. Autentyzm, klimat oraz styl, to niezaprzeczalne atuty „Zbrodni w szkarłacie”.

 

Ale powieść budzi także pewne moje wątpliwości. Rozumiejąc założenia powieści pisanych przez Agathę Christie oraz jej naśladowców, powieści, w których wszelkie działania zmierzają do odkrycia sprawcy morderstwa, książek, gdzie liczy się głównie zagadka i jej sprawne zarysowanie, nie mogę przymknąć oka na kwestię, która w moim mniemaniu wyszła autorce słabiej, a być może nie ma aż tak istotnego znaczenia w kontekście założeń odmiany gatunku, który autorka wybrała. Chodzi mi o sposób prowadzenia śledztwa przez pruskiego policjanta, który zostaje wezwany na miejsce zbrodni. Zagadkowym jest już sam fakt, iż na miejscu zjawia się sam, bez pomocników, którzy pomogliby zabezpieczać mu ślady. Policjant sprawia wrażenie człowieka niezwykle kompetentnego i wszelkie zaniechania raczej nie są wynikiem jego niedbałości. Dziwnym wydaje się również fakt, iż ciało denata, zamiast od razu zostać zabrane, leży we dworze co najmniej trzy dni. (W tym miejscu muszę wspomnieć Joannę Szwechłowicz i jej „Ostatnią wolę”. Autorka również zastosowała motyw zamkniętej przestrzeni, trup również długo leży w pewnej rezydencji, ale uzasadnione jest to tym, iż dostęp do rezydencji odcięła burza śnieżna, co brzmi sensownie i nie ma się do czego przyczepić). Czy tak mógł postępować policjant w 1900 roku? Czy istniała wówczas jakaś procedura postępowania na miejscu zbrodni? Pytania te pozostawiam bez odpowiedzi, ponieważ nie udało mi się dotrzeć do informacji na ten temat. Wątpliwości jednak zostają. Moją rzeczą, jako recenzenta, nie jest robienie researchu w tej kwestii, natomiast w gestii autora sięgającego w przeszłość, już tak. Czytelnik bowiem ma prawo oczekiwać książki spełniającej wymogi autentyzmu, które powieść Kwiatkowskiej w dużej mierze oczywiście spełnia, poza drobną kwestią dotyczącą właśnie pracy śledczej. A że pewne wątpliwości są, świadczy o tym również fakt, iż Jan Morawski – detektyw amator – w dalszych partiach książki ma również wątpliwości, co do tego czy Joachim Engel, owy niemiecki policjant, faktycznie jest stróżem prawa.

 

Nie ukrywam, że jako czytelnik w większym stopniu gustuję w tradycji zapoczątkowanej przez twórców czarnego kryminału oraz jej współczesnych kontynuatorów. Czytam z zainteresowaniem poczynania detektywów, którym daleko do geniuszu Sherlocka Holmesa. W nie mniejszym stopniu doceniam psychologizm, tło społeczno-obyczajowe i odautorskie dygresje na temat otaczającego nas współcześnie świata, co misterną zagadkę, doskonale skonstruowaną intrygę. Dlatego muszę przyznać, że powieść Katarzyny Kwiatkowskiej nie do końca jest w moim guście. Myślę jednak, że czytelnicy zakochani w Agacie Christie, czytelnicy kochający dobrą zagadkę oraz świat polskiego ziemiaństwa, zakochają się również w twórczości Katarzyny Kwiatkowskiej. Nie dziwią mnie zachwyty nad „Zbrodnią w szkarłacie”, bo to po prostu jest dobra powieść. Więc jeśli miałabym ją komuś polecać, to właśnie Wam, czytelnicy i wielbiciele klasycznych powieści kryminalnych. Katarzyna Kwiatkowska na pewno Was nie zawiedzie. Intrygę skonstruowała misterną, ze zwrotami akcji i zaskakującym zakończeniem. Sprawdźcie sami.