Tajemnica zamkniętej rezydencji

Ostatnia wola - Joanna Szwechłowicz

Dwie dekady pomiędzy pierwszą i drugą wojną światową oraz okres drugiej wojny światowej, a także kilka lat po jej zakończeniu, uważane są za Złoty Wiek powieści detektywistycznej. Dokładną datą wyznaczającą początek złotego okresu jest rok 1920, czyli rok, w którym Agatha Christie wydała powieść zatytułowaną „Tajemnicza historia w Styles”. Jak zauważa Tadeusz Cegielski w „Detektywie w krainie cudów", już w samym tytule mamy wyeksponowaną tajemnicę – cechę, która będzie charakterystyczna dla całego Złotego Wieku. Powieści Agathy Christie, jak i jej koleżanek i kolegów po piórze, charakteryzuje dominacja zagadki nad innymi elementami fabuły. Z kolei z „zagadką zamkniętego pokoju” po raz pierwszy mamy do czynienia już w opowiadaniu Edgara Allana Poe „Zabójstwo przy Rue Morgue”.

 

Powyższe zagadnienia z teorii i historii powieści detektywistycznej przytaczam, ponieważ zostały one praktycznie wykorzystane w najnowszej powieści Joanny Szwechłowicz zatytułowanej „Ostatnia wola”. To druga powieść w dorobku autorki, która nawiązuje do tradycyjnego wzorca powieści detektywistycznej oraz do twórczości Agathy Christie. Powieść została osadzona w realiach międzywojennych, a dokładnie niemal przed wybuchem drugiej wojny światowej, bo na przełomie roku 1938 i 1939. Wątek wojenny przewija się w rozmowach bohaterów, którzy zdają się nie do końca wierzyć w nieuchronność zbliżającej się ogólnoludzkiej tragedii. Poza międzywojennymi realiami w książce Joanny Szwechłowicz znajdziemy – jak wcześniej wspomniałam – praktyczne zastosowanie chwytów literackich charakterystycznych dla Złotego Wieku powieści detektywistycznej. Wprawdzie tytuł ostatniej powieści autorki nie eksponuje zagadnienia tajemnicy dosłownie, tak jak tytuł poprzedniej (poprzednia książka nosiła tytuł „Tajemnica szkoły dla panien”), ale aura tajemniczości jest w niej wyczuwalna od pierwszej strony. Oto grupa złożona z członków bliższej i dalszej rodziny jedzie pociągiem na przedziwne wydarzenie, w którego centrum znajduje się osoba dość ekscentrycznej baronowej: Wirydianny Korzyckiej. Baronowa postanowiła w sylwestra umrzeć, ale zanim to uczyni, pragnie upokorzyć zaproszonych krewnych. Czytelnik od początku więc zostaje zaintrygowany niecnym planem starszej, dość oryginalnej pani. Ale to nie koniec zagadek, bo oto baronowa zostaje niespodziewanie zamordowana i wówczas ciężar tajemniczości przechodzi na sprawcę zabójstwa oraz motywy, którymi mógł się kierować.

 

A podejrzani są wszyscy członkowie rodziny. Dzieje się tak za sprawą kolejnego chwytu, czyli „zagadki zamkniętego pokoju”. Najważniejszy jest w nim motyw zamkniętego pomieszczenia, w którym zostają umieszczeni bohaterowie. Następnie dochodzi do morderstwa, a mordercą według najprostszych zasad logiki jest ktoś z bohaterów. Przestrzenią zamkniętą w powieści Joanny Szwechłowicz jest pałacowa rezydencja baronowej, w której utknęli jej krewni. Nie mogą się z niej wydostać, jak i nikt nie może dotrzeć do nich. Na zewnątrz panuje śnieżna burza zasypująca wszystko wokół, łącznie z drogą prowadzącą do pałacu baronowej Wirydianny Korzyckiej. Krewni snują różne hipotezy i typują mordercę między sobą. Na jaw wychodzą ich sekrety i różne słabości. Okazuje się, że pozory mylą i wiele spraw nie jest tym, czym się wydaje. Należy jednak zaznaczyć, że bohaterowie, mimo iż bardzo różni, są typami postaci o nieskomplikowanej psychice, co także wpisuje się w zasadę dominacji zagadki nad pozostałymi elementami utworu.

 

Międzywojenna powieść detektywistyczna garściami czerpała z powieści gotyckiej. Jako że „Ostatnia wola” wpisuje się w tradycyjny schemat literatury detektywistycznej, również w niej możemy odnaleźć cechy charakterystyczne dla powieści gotyckiej. Oprócz wspomnianej wyżej tajemnicy mamy tu oczywiście pałacową rezydencję, która pełni podobną rolę, co nawiedzony dom czy stary, pełen niepokojących zakamarków, zamek w literaturze gotyckiej. Lokatorzy, krewni baronowej, słyszą zagadkowe szmery, które oczywiście będą miały racjonalne wyjaśnienie. Tak samo, jak tajemnicza śmierć baronowej.

 

Przyznam szczerze, że mam pewien problem jeśli chodzi o ocenę książki Joanny Szwechłowicz. Jeśli spojrzymy na „Ostatnią wolę” przez pryzmat tradycyjnej powieści detektywistycznej, czyli takiej, w której zagadka wiedzie prym nad pozostałymi elementami utworu, to wszystko się zgadza. Autorka sprawnie posługuje się konwencją, zapewniając czytelnikowi rozrywkę na właściwym poziomie. Na uznanie zasługuje fakt wykorzystania – bardzo udanie – motywu „zamkniętego pokoju”. Zdaję sobie sprawę, że w powieści wszystko jest zamierzone i celowo ma nawiązywać do spuścizny Agathy Christie oraz być powrotem do powieści detektywistycznej w jej tradycyjnym rozumieniu. Z drugiej strony jednak zabrakło mi jakiegoś rysu oryginalności, który znane motywy przedstawiłby w zupełnie nowym i innym świetle. Tak jak to robią autorzy współczesnych czarnych kryminałów – ogranym kliszom nadają rys oryginalności. Niemniej jednak pewne zdanie na temat twórczości Joanny Szwechłowicz zamierzam sobie dopiero wyrobić – sięgając po pierwszą książkę autorki, jak i każdą kolejną, którą napisze.