Telefoniczne śledztwo

Krocząc wśród cieni - Lawrence Block

Gdybym miała jednym zdaniem opisać książkę Lawrence’a Blocka „Krocząc wśród cieni”, zaryzykowałabym użycie następującego stwierdzenia: jeśli Raymond Chandler żyłby w obecnych czasach, nazywałby się Lawrence Block i pisałby takie książki jak "Krocząc wśród cieni". Mimo że Chandler wypracował niepowtarzalny styl, a Block również pisze charakterystycznym językiem, to nie da się ukryć, że współczesny pisarz wiele zawdzięcza tradycyjnemu chandleryzmowi, z czym się zupełnie nie kryje, nazywając jednego z bohaterów Raymondem Callanderem. Imię i wydźwięk fonetyczny nazwiska bohatera od razu przywołują skojarzenia z autorem „Sokoła maltańskiego”. „Krocząc wśród cieni” idealnie wpisuje się w konwencję czarnego kryminału, zachowując przy tym fabularną świeżość.

 

Miejscem akcji jest Nowy Jork z lat dziewięćdziesiątych, czyli czasy współczesne autorowi, kiedy pisał książkę – powieść powstała w 1992 roku i jest częścią szesnasto-tomowego cyklu kryminalnego, którego głównym bohaterem jest Matt Scudder, były policjant obecnie zajmujący się tropieniem przestępców. Wraz z bohaterami przemierzamy nowojorskie ulice, kwaterujemy się do pokoi hotelowych, zaglądamy także na cmentarz, gdzie rozegra się jedna z ważniejszych scen powieści. Kilkakrotnie akcja przenosi się również do lokali gastronomicznych, w których spotykają się bohaterowie, oraz do sal teatralnych. Tajemnice miasta odkrywamy zarówno z Mattem Scudderem, jak i z jego młodocianym czarnoskórym pomocnikiem, który okaże się bardzo pomocny w kluczowych dla prowadzonego śledztwa momentach. TJ, bo tak każe nazywać siebie chłopiec, jest dzieciakiem ulicy. Bystry i sprytny, potrafi odnaleźć się w każdej sytuacji, nawet ekstremalnej, zagrażającej życiu. Spryt i intelekt wydają się jednak koniecznością, bez której chłopiec nie poradziłby sobie żyjąc na ulicy, która potrafi być naprawdę niebezpieczna – w środku dnia, w dość ruchliwym miejscu, bo w okolicy marketu, może dojść do porwania młodej kobiety i nikt nie zwróci na zdarzenie żadnej uwagi.

 

Nowy Jork jest więc idealnym miejscem, w którym może poruszać się detektyw uszyty na miarę kryminału noir. Matt jest twardzielem, postępującym zgodnie z własnym kodeksem moralnym. Jako były policjant zna wszelkie procedury, ale wielokrotnie zdarzyło mu się postępować niezgodnie z ogólnie przyjętym prawem. Jest zdania, że w imię sprawiedliwości warto czasem je nagiąć. Nie waha się więc użyć broni, kiedy wyda mu się to konieczne. Jak przystało na bohatera powieści hard-boiled, jest nałogowym alkoholikiem, z tym że nie jesteśmy świadkami jego alkoholowych ekscesów, lecz dość regularnych wizyt na spotkaniach AA. Matt jest również w nieformalnym, ale stałym związku. Jego kochanką jest Elaine, prostytutka. Oboje starają się za bardzo nie angażować w związek, tworząc ułudę tymczasowości, podczas gdy trwają razem już od dobrych kilku lat i nic nie zapowiada końca. Należy jednak zauważyć, że Matt został wykreowany za pomocą co najmniej dwóch klisz. Pierwszą jest typ twardziela z kryminału noir, a drugą detektyw-konsultant, czyli typ bohatera literackiego wykreowanego przez Arthura Conan Doyle’a. Z Sherlockiem Matta łączy fakt, iż oficjalnie nie jest on detektywem, nie ma swojej agencji i nie pracuje w formie detektywa dla żadnej instytucji. Nie ukrywa także, iż główną motywacją zaangażowania się przez niego w śledztwo nie są pieniądze, lecz atrakcyjność danej sprawy. Na tym jednak podobieństwa się kończą, ponieważ Scudder ma zupełnie inne metody pracy niż Sherlock. Podczas gdy Holmes krok po kroku, konsekwentnie i metodycznie podąża ku rozwiązaniu zagadki, Matt nie posługuje się konkretną metodą, początkowo działa jakby na oślep, zbierając jak najwięcej informacji i nie wiedząc, która okaże się tą istotną. Zaczyna od telefonów.

 

Telefon jest ważnym motywem i narzędziem w powieści. To przez niego brat Kenana Khoury’ego – mężczyzny, któremu mordercy porwali żonę i odesłali poćwiartowaną na trzydzieści kawałków – kontaktuje się z Mattem i prosi o spotkanie, w wyniku którego ten decyduje się zaangażować w sprawę. Przez telefon mordercy informują Kenana o porwaniu. Za pomocą linii telefonicznej Matt jest zawsze w kontakcie z TJ-ejem oraz ze swoją kochanką, Elaine. Wątek telefoniczny odegra także istotną rolę w doprowadzeniu śledztwa do końca. Fakt, że Block tak istotnym elementem śledztwa uczynił telefon stacjonarny, sprawia, że jego powieść jest mocno osadzona w realiach lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. W dzisiejszych czasach, kiedy z łatwością możemy zidentyfikować numer, spod którego się do nas dzwoni, zdarzenia opisane przez autora zostałyby rozegrane z pewnością w zupełnie inny sposób. Zarówno przez morderców, jak i przez detektywa.

 

Jedną z cech czarnego kryminału jest błyskotliwość dialogów, z której wynika inteligencja i poczucie humoru bohaterów. Często jest to dość specyficzny rodzaj humoru, który nie każdy potrafi zrozumieć. W „Krocząc wśród cieni” również nie brakuje błyskotliwych dialogów oraz krótkich, konkretnych zdań, skupiających się na istotnych sprawach. Taki sposób prowadzenia narracji przekłada się na niemożność oderwania się od czytanych stron. Książka Lawrence’a Blocka wciąga. Ale nie spektakularnymi zwrotami akcji, czy wyrafinowaną intrygą, lecz klimatem, który z pewnością docenią wielbiciele kryminału noir.

 

Recenzja po raz pierwszy ukazała się na Portalu Kryminalnym: Telefoniczne śledztwo