„Kroki” czyli antypowieść

Kroki - Jerzy Kosiński, Henryk Dasko

Najbardziej znaną powieścią Jerzego Kosińskiego jest „Malowany ptak”. Będąc debiutem, stała się również najbardziej kontrowersyjną pozycją w dorobku autora. Ale nie mniej kontrowersyjna jest także jego kolejna powieść zatytułowana „Kroki”. Pełna seksualnej przemocy, której obiektem jest kobieta, szokuje i przełamuje czytelnicze przyzwyczajenia również dziś. Dodatkowo niechronologiczność i fragmentaryczność tekstu sprawiają, że również w warstwie fabularnej bywa on trudny w odbiorze.

 

Już pierwsze akapity wprowadzają czytelnika w klimat, który będzie mu towarzyszył przez kolejne strony powieści. A będzie to klimat przesycony erotyzmem, ale zupełnie pozbawionym subtelności. Starszy mężczyzna wiąże się z dużo młodszą kobietą, którą mami wizją pięknych strojów i wystawnego życia. Chociaż pozostawiamy parę w momencie mierzenia przez kobietę sukien, to można się spodziewać, że ich dalsza historia potoczy się według dobrze znanego scenariusza.

 

W „Krokach” mamy bowiem wszechobecny seksualny magnetyzm. Bohaterowie dążą do zbliżeń. Ale nie ma tu miejsca na czystą miłość. Są to raczej emanacje dewiacyjnych fantazji. Akty zoofilii, gwałty, płatna miłość, przyzwolenie na przemoc wypełniają tę krótką – liczącą zaledwie sto pięćdziesiąt stron – książeczkę.

 

 

 

„Kroki” składają się z wielu przytaczanych historyjek, tworząc swoistego rodzaju literacki witraż. Jedna z nich opowiada o niepełnosprawnej umysłowo dziewczynie, którą ojciec trzymał w stodole. Pewnej nocy odnajduje ją przypadkowy turysta. Dziewczynę dodatkowo przetrzymywano w klatce. Jak się później okazało, służyła mieszkańcom wsi do spełniania najbardziej dewiacyjnych fantazji seksualnych. O losie dziewczyny wiedzieli nie tylko mieszkańcy osady, ale również miejscowy ksiądz. Dziewczyna była więc sekretem całej wsi. W tym krótkim epizodzie autor zawarł obraz małej miejscowości, w której wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą. Dziewczyna zaś jest symbolem sekretów skrywanych przez nie jedną małą społeczność. Czasem, jak w przypadku wsi z tekstu Kosińskiego, jest to zły i makabryczny sekret.

 

Ze względu na brak chronologii, pewną klatkowość opowiadanych historii – bardziej charakterystyczną dla filmu – książkę Kosińskiego nazwałabym antypowieścią. To krótkie opowieści, często ze sobą nie powiązane. Łączy je jedynie dewiacyjna seksualność oraz podobne rysy w kreacji narratora.

 

Dodatkowo poszczególne opowieści pisane są oszczędnym, ale dosadnym językiem. Współgra on z epizodycznością historii zawartych w książce. Wprawdzie książka jest krótka – do skonsumowania w jeden wieczór – nie jest z pewnością lekturą lekką i przyjemną. Wychodzi się z niej wprawdzie szybko, ale również z ulgą. „Kroki” bowiem przytłaczają formą oraz stekiem bezzasadnych scen. O ile „Malowany ptak” czy „Gra” pod warstwą naturalistycznych i rozerotyzowanych scen skrywały określone przesłanie, tak „Kroki” sprawiają wrażenie raczej wprawki warsztatowej, niż skończonego i przemyślanego dzieła.