Podszczypywanie literatury

„Poczciwy kącik! Kącik gdzie i pan Wincenty może się wyjęzyczyć i pan Walery dać wyraz swemu oburzeniu i pani Franciszka popisać się swoją wiedzą. Cóż w tym złego? Nic, zapewne, nic. Wszak w ten sposób popularyzuje się literaturę i od tego rośnie oświecenie”. Wprawdzie słowa Witolda Gombrowicza odnoszą się do rubryki z listami od czytelników, zamieszczanych cyklicznie w ówczesnym popularnym czasopiśmie literackim, to czy nie pasują do dzisiejszego zjawiska wysypu blogów recenzenckich? Każdy dziś może założyć bloga i „wyjęzyczać” się na nim dowoli o literaturze. „Cóż w tym złego? Nic, zapewne, nic”, cytując ponownie Gombrowicza. Tylko jeśli zacytujemy dalsze fragmenty Gombrowiczowskiego dziennika, przekonamy się, że autor „Trans-Atlantyku” jest w swoim osądzie jak najbardziej ironiczny: „A jednak to pokątne wyżywanie się osób, które nie zdobyły sobie prawa do figurowania na innym miejscu, mniej poczciwym... otóż mówię, ta poczciwość mnie mierzi. Gdyż Literatura jest damą surowych obyczajów i nie należy podszczypywać jej po kątach. Cechą literatury jest ostrość. Nawet ta literatura, która dobrodusznie uśmiecha się do czytelnika, jest wynikiem ostrego, twardego rozwoju jej twórcy. I literatura dążyć musi do zaostrzenia życia duchowego, nie zaś do takiej pokątnej tolerancji”.

 

Kiedy wkroczymy w blogosferę zajmującą się recenzowaniem literatury, zauważymy, że jest ona podszczypywana niemalże na każdym kroku, to znaczy blogu. Pół biedy, kiedy recenzent używa poprawnego języka. Schody w dół zaczynają się wówczas, kiedy mamy do czynienia z recenzją, której autor ma trudności z formułowaniem poprawnych zdań i używaniem słów zgodnie z ich znaczeniem. Dlaczego to taki problem? Odpowiedź wydaje się oczywista: chcesz wypowiadać się o tym, co napisali inni, to najpierw opanuj język. Kolejną kwestią jest forma. Cztero-, pięciozdaniowa recenzja nie jest recenzją. Recenzja nie musi być długa, kilometrowe elaboraty lepiej zostawić badaczom literatury, ale powinna zawierać kilka istotnych elementów: informację o autorze i recenzowanej książce (na przykład jak sytuuje się w kontekście innych książek autora), krótkie wprowadzenie (nie streszczenie!) do fabuły, zarys problematyki i konstrukcji przedstawionego świata oraz subiektywną opinię. To nie są rzeczy trudne, a ich zastosowanie przyczyni się z pewnością do podniesienia poziomu pisanych recenzji.

 

W gąszczu recenzji złych, znajdują się również recenzje dobre. Te pierwsze jednak stanowią większość, stąd zwykło się generalizować i wszystkie recenzje, dobre i złe, wrzucać do tego samego worka, do worka recenzji blogowych, przy czym określenie „recenzje blogowe” ma pejoratywny wydźwięk. Jeśli jednak ktoś zechce przełamać stereotyp mówiący o niskim poziomie wszystkich blogowych recenzji, to z pewnością do recenzji wartych czytania dotrze.

 

Kolejną kwestią jest autor recenzowanej książki. Obserwując ostatnie wydarzenia w blogowym światku recenzenckim, można wysnuć wniosek, że niejeden autor recenzję traktuje, jak informację zwrotną. Oczekuje analizy i interpretacji, wskazówek. Zauważyć jednak należy, że recenzja wcale nie jest informacją zwrotną dla autora. Krytyk, recenzent, zawsze pisze dla czytelnika, nie dla autora. Krytyk literacki, w czasach, kiedy krytyka literacka nie była martwa, miał ambicję kształtowania gustów czytelniczych. Aby się o tym przekonać, wystarczy zajrzeć do tekstów krytyczno-literackich na przykład Stanisława Brzozowskiego – pełnych emocji, ale także racjonalnych argumentów, które do dziś stanowić mogą znakomity oręż dla krytykujących trylogię Sienkiewicza. Brzozowski z pewnością nie pisał dla autora, lecz czytelnika.

 

Zauważyć także należy, iż obiektywne analizy i interpretacje są raczej domeną pracy badacza literatury, niż krytyka literackiego. Chociaż wiedza z zakresu teorii i historii literatury jest w krytyce ważna, to na pewno nie fundamentalna. Jeśli odbiorcą recenzji jest czytelnik, a nie autor recenzowanej książki, to bardziej przyciągnie go język i subiektywne odczucia recenzenta, niż teoretyczno-literacka rozprawa.

 

Podsumowując, literatura nie lubi być podszczypywana, ale pisząc i czytając recenzje, należy również pamiętać o granicy jaka dzieli recenzję od obiektywnego artykułu naukowego. Krytyka literacka to tylko wstęp do dalszej, bardziej naukowej, recepcji dzieła. Pozwólmy jej być emocjonalną, subiektywną i wrażeniową. Wszak taka była już od czasów Zoila.